 |
 |
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
|
|
 |
|
| Posh Madness nie jest w żaden sposób
powiązane z Victorią
Beckham czy The 19
Entertainment. To tylko strona stworzona po to aby
wspierać Victorię oraz jednoczyć fanów. Zawartość
stron oraz grafika zostały stworzone przez Gabi
(Victoria-Beckham.Biz). Media oraz zdjęcia są własnością
ich poszczególnych właścicieli. |
|
|
|
 |
|
|
|
|
| |
|
| |
Fragmenty
książki Davida - 'My Side'
Moja żona wypatrzyła mnie w albumie z nalepkami piłkarskimi, a ja
wypatrzyłem ją w telewizji. (...)
Był listopad 1996. Siedziałem wieczorem w pokoju hotelowym w Tbilisi, w przeddzień
meczu eliminacyjnego mistrzostw świata z Gruzją. Mieszkał ze mną Gary
Neville...
Więc po prostu gadaliśmy sobie z Garym. Stojący w kącie telewizor był
nastawiony na kanał muzyczny, pokazywali nowy teledysk Spice Girls "Say
You'll Be There". Tańczą na pustyni, a Posh ma na sobie czarny
kombinezon. Nigdy jeszcze nie widziałem bardziej zadziwiającej kobiety.
Wcześniej oczywiście oglądałem Spice Girls - kto nie oglądał - a
ilekroć ktoś mnie pytał, która mi się podoba, zawsze odpowiadałem: -
Ta elegancka. Z końskim ogonem. Ta z nogami.
Zakochany Beckham
Jednak tamtego wieczoru, w klaustrofobicznym pokoju hotelowym, dotarło
to do mnie po raz pierwszy. Posh Spice jest fantastyczna i muszę znaleźć
jakiś sposób, by z nią być...
- Jaka ona jest piękna! Gaz, wszystko mi się w niej podoba. Muszę ją
poznać.
Gary pewnie uznał, że zamknięcie w hotelowym pokoju rzuciło mi się na
głowę. Wiele razem przeżyliśmy, ale żeby zakochać się w gwieździe
pop oglądanej w telewizji? Bo tak właśnie było, dokładnie w tym
momencie moje serce zabiło na widok Victorii. Czułem, że muszę z nią
być. Ale jak do tego doprowadzić? (...)
Mniej więcej po miesiącu byliśmy w Londynie, żeby zagrać z Chelsea, i
przed meczem ktoś w szatni powiedział, że dwie dziewczyny z zespołu
Spice Girls są na Stamford Bridge.
Jakie dziewczyny? Czy jest Posh? Gdzie siedzą? Nikomu się nie przyznałem,
jak bardzo jestem podekscytowany. Może to właśnie jest szansa, na którą
czekałem. Później dowiedziałem się, że na mecz przyszły Victoria i
Melanie Chisholm. Kiedy szedłem do loży zawodników, modliłem się, żeby
tam była.
Spotkałem rodziców. Victoria i Melanie rozmawiały w kącie. Podszedł
do mnie ich menedżer i przedstawił się:
- Cześć, David. Jestem Simon Fuller, zajmuję się Spice Girls. Chciałbym,
żebyś poznał Victorię.
Czułem krople potu spływające po czole. Nagle w pomieszczeniu zrobiło
się strasznie gorąco. Podeszła do mnie. Nie miałem przygotowanej żadnej
mowy, mogłem jedynie wydukać:
- Cześć, jestem David...
I tyle. Nie przychodziło mi do głowy, co mógłbym powiedzieć. Simon
Fuller przez chwilę nawijał coś o meczu, ale nie pamiętam ani słowa.
Victoria wróciła do swojego kąta przy Melanie, a ja wróciłem tam,
gdzie stali moi rodzice. Patrzyłem z daleka na Victorię. Raczej gapiłem
się, bo nie mogłem oderwać od niej wzroku. Widziałem, że ona też na
mnie patrzy. Powinienem spróbować zdobyć jej numer telefonu i
przynajmniej postarać się jeszcze coś powiedzieć. Ale nie zrobiłem
niczego takiego. Ona wyszła. Ja wyszedłem. No tak: zmarnowałem swoją
wielką szansę. Wróciłem do autokaru i z najwyższym trudem powstrzymałem
się od tego, by nie tłuc głową o oparcie siedzenia. (...)
Mimo zmarnowanej okazji, spotkanie z nią jedynie upewniło mnie w moich
uczuciach. Obejrzałem zdjęcia w magazynie "90 Minut" ze Spice
Girls w strojach futbolowych, zdjęcie Victorii w barwach United i podpis,
że spodobał się jej wygląd Davida Beckhama. Nie wiedziałem, jak
funkcjonuje prasa, nie przypuszczałem, że ten rzekomy cytat mógł być
nieprawdziwy. Chociaż to raczej ja byłem nieprawdziwy. A na następnym
meczu na Old Trafford zjawiła się ona. (...)
Wyglądała fantastycznie w obcisłych bojówkach i krótkiej koszulce
khaki, z dość głębokim dekoltem. Wprost niewiarygodna figura. (...)
Pamiętam, że Victoria poszła do toalety, a ja uznałem, że
teraz-albo-nigdy. Kiedy wróciła, wybełkotałem zaproszenie na kolację.
Nie miałem żadnego planu. Nie zastanawiałem się, gdzie moglibyśmy pójść.
Kierowałem się instynktem: po prostu nie chciałem, żeby wyszła.
Victoria oznajmiła, że musi wracać do Londynu, bo w poniedziałek Spice
Girls lecą do Ameryki. Poprosiła jednak o numer mojego telefonu. Bez
mrugnięcia powieką dokonałem analizy. Co takiego? Żebyś zapomniała,
że w ogóle go masz? Żebyś go zgubiła? I nie zadzwoniła?
- Nie, Victorio, ja wezmę twój numer.
Pogrzebała w torbie, wyciągnęła kartę pokładową z porannego lotu do
Manchesteru. Zapisała numer komórki, zamazała i podała mi numer do
rodziców. Do dzisiaj mam ten cenny kawałek tekturki. Skarb, którego
nigdy nie zgubię. (...)
Pierwsza randka
Podjechała swoim samochodem, purpurowym MG. Podszedłem i wskoczyłem
na miejsce pasażera. Byłem strasznie zdenerwowany. Co powinienem zrobić?
Pocałować ją w policzek? Uścisnąć dłoń? Trochę drżącym głosem
wymamrotałem:
- W porządku?
Załatwiłem sprawę swojego samochodu. Załatwiłem sprawę swojej
garderoby. Nie mogę jednak powiedzieć, że załatwiłem jakieś plany na
wieczór.
- Gdzie chciałbyś pójść? - uśmiechnęła się Victoria.
- A ty gdzie byś chciała?
Wjechaliśmy na jezdnię, a choć żadne z nas nie wiedziało, dokąd
zmierzamy, to oboje byliśmy pewni, że chcemy tam pojechać razem.
Wiedziałem, że jej menedżer Simon naprawdę denerwuje się o Girls i o
ich chłopaków. Cokolwiek się wtedy wydarzyło w świecie Spice, było w
gazetach, niemal jeszcze nim się wydarzyło. Nie chciałem z nikim dzielić
jej towarzystwa, mówiąc szczerze. Jeździliśmy więc w poszukiwaniu
miejsca, które byłoby wystarczająco odosobnione. (...)
Chyba po godzinie jazdy wpadłem na niezły pomysł:
- Znam taką małą chińską knajpkę.
Była to restauracja w Chingford, którą odwiedziłem razem z rodzicami.
Nic nadzwyczajnego, ale warto ją było polecić głównie z tego powodu,
że ilekroć tam przychodziłem, zawsze było pusto. Powiedziałem
Victorii, jak tam dojechać, zaparkowaliśmy i weszliśmy do wnętrza.
Idealnie: nie ma żywego ducha. Usiedliśmy, złożyłem zamówienie:
- Poprosimy jedną zwykłą colę i jedną dietetyczną.
Kobieta prowadząca restaurację przyjrzała nam się uważnie. O, jacy
hojni. Nie miała najmniejszego pojęcia, kim jesteśmy. Mogłem zrozumieć,
że nie poznała mnie, ale Victorii? Ta chińska restauracja stanowiła światek
sam w sobie.
- Nie może być picie, jak się nie je.
Wyjaśniłem, że chcemy w spokoju się napić. Nie chciała o tym słyszeć.
- To ekskluzywna restauracja.
Wyrzucano nas. Zaproponowałem, że zapłacę za pełny posiłek, jeśli będziemy
mogli spokojnie wypić colę, ale na to było już za późno i o
jedenastej wieczorem znowu staliśmy na ulicy. Teraz Victoria wpadła na
dobry pomysł:
- Możemy iść do mojej przyjaciółki.
Na moje nieszczęście przyjaciółką okazała się Melanie Chisholm.
(...) Usiadłem, a Victoria i Melanie zniknęły gdzieś na dziesięć
minut. Pewnie gadały w kuchni, a mnie zostawiły na kanapie w pokoju jak
kompletnego głupka. Kiedy wróciły, miałem dosyć. Zupełnie jakbym był
na jakiejś krępującej herbatce. Myślę, że Victoria też była
zdenerwowana. Usiedliśmy na dwóch krańcach sofy, jak dwoje
nieznajomych. One gadały, ja słuchałem. Nie wiem, czy przez cały ten
czas wtrąciłem chociaż jedno słowo. (...)
Pierwszy pocałunek
Myślę, że największym zwycięzcą w tamtym sezonie była firma, w
której kupiłem telefon komórkowy. Od razu wiedziałem, że szaleję za
Victorią. Złapałem się na tym, że podczas każdej rozłąki niemal
przez cały czas rozmyślałem, kiedy i gdzie będę mógł z nią być.
Tuż po naszym spotkaniu musiała polecieć ze Spice Girls do Ameryki. Spędzaliśmy
długie godziny przy telefonie, a rachunki stawały się coraz bardziej
przerażające. Ale była to najlepsza z moich inwestycji. Podczas dwóch
naszych spotkań czułem się tak zdenerwowany, że aż mnie zatykało.
Wprost nie do wiary, jak inaczej rozmawiało się przez telefon.
Najbardziej naturalne na świecie wydawało się to, że opowiadam tej
zadziwiającej kobiecie o całym swoim życiu - i uczuciach - i słucham
podobnej opowieści z jej strony. Kiedy wróciła do Anglii, mieliśmy wrażenie,
że dobrze się znamy.
Kwiaciarnie też nieźle na mnie zarabiały. Wysyłałem kwiaty do każdego
hotelu, w którym zatrzymywała się Victoria, a przez większą część
miesiąca codziennie także jedną czerwoną różę. Nie mogłem się
doczekać, kiedy Victoria wróci do domu. Mam wrażenie, że nasze wspólne
życie wydaje się ludziom pełne olśniewających przyjęć, gwiazd,
luksusów, fotografów. Nic bardziej dalekiego od prawdy. Ważne było
tylko, żeby wspólnie spędzić czas.
Na pierwszej randce jeździliśmy bez końca, wyrzucono nas z chińskiej
restauracji, siedzieliśmy na sofie u przyjaciółki. Nasz drugi wieczór
był równie skromny, jak pierwszy. Umówiliśmy się na parkingu przy
innym pubie - tacy byliśmy wytworni - który nazywał się City Limits.
Kiedy Victoria przyjechała na umówiony parking, wyskoczyłem z
samochodu, podszedłem do jej MG i wsiadłem. Jak na tak mały samochód,
przestrzeń dzieląca siedzenia kierowcy i pasażera jest ogromna. Nigdzie
nie pojechaliśmy. Rozmawialiśmy. I po raz pierwszy się pocałowaliśmy.
Tego dnia rozciąłem sobie palec na treningu, Victoria sięgnęła do
schowka obok deski rozdzielczej i wyciągnęła kawałek liścia jakiejś
rośliny. Aloesu.
- To cię uzdrowi.
Najtrudniejsze zadanie
Następnego dnia oszalałem i posłałem Victorii, na adres rodziców,
róże i torebkę Prady. Zadziwiające, czego można się dowiedzieć z
działu "Sympatie i antypatie" w "Smash Hits". Nadal
staram się posyłać takie prezenty, to u mnie naturalne. Jeśli się
kogoś kocha, chce się zrobić mu niespodziankę, zaskoczyć, przypomnieć
o swoich uczuciach, zabierając gdzieś na weekend we dwoje albo stawiając
rano puchar z owocami ułożonymi w kształt serca. Zdaniem Victorii
jestem romantyczny. Niektórzy czytelnicy mogą to uznać za oznakę słabości.
Ale taki jestem. (...)
Nigdy jeszcze nie darzyłem nikogo takimi uczuciami. Gdy poznałem Victorię,
wiedziałem, że chcę się z nią ożenić, mieć dzieci i zawsze być
razem. Mogłem jej to powiedzieć na tej pierwszej randce, kiedy jeździliśmy
jej MG po autostradzie. Byłem tego absolutnie pewien. (...)
Zaczęły krążyć pogłoski. Pewnie było to nieuniknione. I od tamtej
pory nieustannie nam towarzyszą. Upłynęło niewiele czasu od chwili,
gdy rozeszła się oficjalna wiadomość o naszym związku, a już
Victoria zaczęła odbierać telefony z informacjami, że gazety dysponują
zdjęciami, na których całuję w samochodzie inną dziewczynę. Tego
rodzaju historie - zupełnie nieprawdziwe - pojawiają się od czasu do
czasu jeszcze teraz. Oczywiście znacznie trudniej jest udowodnić, że coś
jest nieprawdą niż prawdą. Jednak przywykliśmy już do pomówień i
pogłosek, wiemy mniej więcej, jak i kiedy powstają. Musieliśmy się do
nich przyzwyczaić niemal od początku. Już wtedy oboje z Victorią ufaliśmy
sobie, tak jak ufamy teraz. Jeśli jest się z kimś, kogo się kocha,
zawsze w głębi duszy się wie, co jest prawdą, a co nie. (...)
Zdawałem sobie sprawę, co się wydarzy. Victoria chyba też. Dość
szybko zaczęliśmy mówić o zaręczynach. Zapytałem nawet, jaki pierścionek
by chciała, a ona - jako kobieta o bardzo sprecyzowanych gustach - od
razu opisała kształt brylantu, który miał być z jednej strony wydłużony
i cieńszy, niemal jak żagiel. (...)
Naprawdę hołduję tradycyjnemu sposobowi załatwiania takich spraw, a to
oznacza, że oświadczenie się Victorii nie było najtrudniejsze. Domyślałem
się, że ona odwzajemnia moje uczucie. O wiele trudniejszym zadaniem było
poproszenie ojca Victorii o rękę córki. (...)
Spytałem Tony'ego, czy możemy zamienić słówko na osobności i poszliśmy
na górę. Czułem się tak, jakbym szedł na ścięcie. Wszedłem do
sypialni Christiana, zawadziłem nogą o nogę łóżka i uderzyłem się
boleśnie w palec. Tony, na szczęście, był za mną, więc tego nie
zauważył. Spojrzałem na niego. On spojrzał na mnie. Walczyłem o
oddech, o wypowiedzeniu czegokolwiek nawet nie wspomnę. Boląca stopa
wcale nie pomagała.
- Tony, poprosiłem Victorię, żeby za mnie wyszła. Zgadzasz się?
Nie było to popisowe wystąpienie przyszłego zięcia. Odpowiedział mi
tak, jakbym zapytał, czy chce na podwieczorek jajka z frytkami.
- Taa. Nie ma problemu.
Miłość na telefon
Oboje z Victorią z racji swoich zawodów często wyjeżdżaliśmy z
domu, toteż przez lata telefony odgrywały wielką rolę w naszym związku.
Kiedy się poznaliśmy, Victoria jeździła po całym świecie ze Spice
Girls. Z powodów podatkowych dziewczyny nawet cały rok nie mieszkały w
Anglii, idąc za radą swojego menedżera. To bardzo ograniczało czas, który
mogliśmy spędzić razem. Czasami myślę, że tak naprawdę poznawaliśmy
się przez telefon. Ja byłem w Manchesterze po treningu, Victoria w
hotelu gdzieś w Stanach szykowała się do wyjścia wieczorem na scenę
przed 30-tysięcznym audytorium. Pamiętam dni, kiedy rozmawialiśmy przez
telefon po pięć godzin bez przerwy. Człowiek dowiaduje się tylu rzeczy
o osobie, którą kocha i w końcu poślubia, właśnie w pierwszym
okresie znajomości. (...)
Oczywiście, trwa to nadal. Pobraliśmy się, mamy dzieci, ale często
nadal musimy przebywać po kilka tygodni z dala od siebie. Nadal ciągle
rozmawiamy, ale teraz jest zupełnie inaczej. (...)
Myślę, że mamy szczęście. Oboje z Victorią równie dobrze
porozumiewamy się przez telefon, jak w rozmowie bezpośredniej. Nie
cierpię być daleko od niej i od chłopców, ale jest to o tyle łatwiejsze,
że rozmawiając z nią przez telefon, mam wrażenie bliskości,
prawdziwego kontaktu, nawet jeśli nasze słowa muszą pokonywać odległość
z kontynentu na kontynent. W każdym razie jesteśmy na tyle blisko, bym mógł
dotrwać do powrotu. Życie staje się czasami tak dziwne, że możliwość
zatelefonowania do jedynej osoby, która to wszystko doskonale rozumie,
pozwala mi wrócić do domu w dobrym stanie psychicznym. Pięć minut
rozmowy z Victorią pomaga pojąć, co się dzieje wokół mnie, pomaga
zrozumieć najdziwniejsze problemy i łagodzi największe kryzysy.
Zaufanie i miłość, które to umożliwiają, są identyczne w każdym małżeństwie.
Jednak większość ludzi rozmawia przy stole podczas kolacji, po powrocie
z pracy. Jeśli ja potrzebuję porozmawiać z Victorią, często muszę
najpierw znaleźć telefoniczny numer kierunkowy. (...)
Czy te rozmowy toczymy przez telefon, czy twarzą w twarz, to nie ma
znaczenia; ważne jest, że w ogóle się odbywają. Życie czasami jest
szalone. Stykamy się z takimi sprawami, z takimi wyzwaniami, których
nigdy nie moglibyśmy z góry przewidzieć. Mówiąc prawdę, oboje lubimy
tę nieprzewidywalność sytuacji, Victoria nawet bardziej niż ja. Zawsze
dzieje się coś nowego. Ważne, ze względu na nas i na chłopców, żeby
panować nad sytuacją, ale czasami wydaje się, że sprawy zaczynają żyć
własnym życiem, czy będzie to sesja nagraniowa w Stanach, czy
niespodziewany transfer do nowego klubu w obcym kraju. A my tylko za nimi
podążamy. Zdarzają się chwile niepewności, ale kto ich nie ma. Myślę,
że ponieważ jesteśmy razem, jakoś sobie dajemy radę. (...)
Oni - Victoria, Brooklyn i Romeo - tak wiele dla mnie znaczą, że gotów
jestem dojeżdżać z każdego miejsca na świecie, byle spędzić w domu
godzinę czy dwie. Przez te wszystkie lata nigdy nie była dla mnie
problemem jazda samochodem z Manchesteru do Londynu, by zostać na noc i
wyjechać nazajutrz wczesnym rankiem pod warunkiem, że nie odbywało się
to tuż przed meczem. Wiem, że dla niektórych te odległości byłyby
przerażające, ale ja nigdy nie męczyłem się za kierownicą. Zawsze
tak było ze mną i z Victorią; w końcu nasza pierwsza randka oznaczała
czterystumilową podróż, ale cieszę się, że nie zostałem wtedy w
domu. Pewnie w okresie, gdy nie byliśmy jeszcze małżeństwem, a
Victoria długo przebywała poza krajem, stawało się to nieco uciążliwe,
nawet dla mnie. (...) Czasami tylko troszkę działamy sobie wzajemnie na
nerwy. Ale to przecież część umowy obejmującej życie z Victorią.
To, że mnie denerwuje. To, że każe mi się zastanowić: "Widziałeś
to?" "Słyszałeś o tym?" "Robiłeś coś
takiego?" To, że codziennie mnie rozśmiesza. Dzięki związkowi z
nią, na wszystko, na siebie także, patrzę zupełnie innym okiem.
Uwielbiam to, że od momentu, gdy rano otworzy oczy, jest absolutnie
rozbudzona. Nie znam nikogo tak żywiołowego; małżeństwo z Victorią
to jakby podłączenie do źródła energii, które nie wymaga zasilania
bateriami. I dzięki niej mnie też nie brakuje doładowania. Czasami
dochodzi do krótkiego spięcia, ale już się nauczyłem odpłacać pięknym
za nadobne. Trudno sobie wyobrazić coś lepszego niż przebywanie w
towarzystwie Victorii. (...)
Na zawsze
Jestem pewien, że otoczony miłością rodziny potrafię stawić czoło
absolutnie wszystkiemu. Wyrastałem w takiej atmosferze. Bez rodziców nie
miałbym czego opowiadać o sobie. (...) To chyba tłumaczy, dlaczego
rozstanie rodziców było najtrudniejszym wydarzeniem do zaakceptowania.
Uczciwie mówiąc, nadal się z tym zmagam.
Nie mogłem przy okazji nie myśleć o własnej rodzinie. Historia małżeństwa
rodziców bardzo mnie zasmuca, budzi poczucie wewnętrznej pustki. To, co
dotychczas było domem, przestało istnieć. Nikt nie może przewidzieć,
co go w życiu czeka. W domu z Victorią i z chłopcami czuję się
naprawdę spełniony. Moje małżeństwo i rodzina są dla mnie bardzo
cenne. Tak cenne, że nie umiem sobie wyobrazić, czym byłoby życie bez
nich. Chcę patrzeć, jak dorastają nasze dzieci. Chcę starzeć się
razem z Victorią, chcę, żebyśmy zawsze byli razem. Ożeniłem się ten
jedyny raz i pragnę, by to małżeństwo zawsze znaczyło to samo. |
|
|
|
|